164. DZIEŃ OKUPACJI wtorek 25.5.82 r.

KRONIKA
DZIEŃ 164. 25 V 1982, s.1165

164. DZIEŃ OKUPACJI wtorek 25.5.82 r.

[1165] TEKSTY # //Maszynopisy. Dwie relacje uczniów z krakowskiego liceum z zajść 134.5.82 na Rynku Gł. powstałe prawdopodobnie jako wypracowanie nt. “Co w ostatnim czasie dotknęło cię najbardziej”. Zachowana pisownia oryginalna:// # # # S P R A W O Z D A N I E / # z przebiegu manifestacji 13.05. na Rynku Głównym w Krakowie. /Przechodząc przez “mały rynek” 13.05 około godz. 18.00 zauważyłem kilkanaście wozów milicyjnych różnych typów, wóz pancerny i kilka armatek wodnych. Wewnątrz samochodów i obok spostrzegłem dużą ilość funkcjonariuszy ZOMO. Wokół Kościoła Mariackiego zgromadził się już dosyć duży tłum ludzi. W kościele trwała msza. postanowiłem obejść w koło Rynek Główny i pobliskie ulice. Na ulicy Floriańskiej, Szpitalnej i Wiosny Ludów też stały ciężarowe samochody milicyjne i armatki Wodne. W pozostałych ulicach wychodzących z rynku stały grupki 5-8 ZOMO-wców. Gdy wróciłem z powrotem, zauważyłem, że tłum znacznie się powiększył. Ludzie gromadzili się nie tylko koło kościoła, ale na całym rynku. Zachowywali się spokojnie, jedni siedzieli, inni stali, a jeszcze inni przechadzali się grupkami. Spotkałem kolegów ze szkoły i internatu. Pod koniec mszy ksiądz zaintonował “Boże coś Polskę” a następnie “Rotę”. Cały ten stojący tłum na rynku z ogromną powagą podjął pieśń. Myśmy też śpiewali. W obu pieśniach zmieniono niektóre słowa. Staliśmy w pobliżu ulicy Siennej. Po wyjściu z kościoła część rynku aż do Sukiennic wypełniał się ludźmi. Tylko nieliczni odeszli. W tłumie przeważali ludzie młodzi. Nagle ze środka zbitej masy rozległ się hymn, W jednocześnie w górę uniosło się tysiąc rąk z palcami wysuniętymi w kształcie litery V. Po hymnie posypały się ulotki. Zobaczyłem też transparent z napisem “SOLIDARNOŚĆ”. Zaczęliśmy skandować hasła: “Solidarność”, “Wypuścić Lecha”, “Reżim precz”, “Targowica” i inne. Po każdym skandowanym haśle odezwały się oklaski. Uczestnicząc w manifestacji stałem się częścią tej ogromnej masy ludzkiej, poczułem się pewny i silny. Nieco później jednak, gdy wspomniałem

KRONIKA
DZIEŃ 164. 25 V 1982, s.1166

[1166] ZOMO-wców otaczających rynek, ogarną mnie lęk. W pewnym momencie przeraziła mnie myśl, że mogę być usunięty ze szkoły, w razie gdyby mnie schwytano. Wówczas na propozycję jednego z kolegów zaczęliśmy się wycofywać w kierunku Pasażu Bielaka. Nagle rozległy się przeraźliwe gwizdy, a za chwilę okrzyk “idą”. W tłumie nastąpiło poruszenie. Milicja otoczyła rynek ze wszystkich stron. Dalsze wypadki potoczyły się szybko, że pozostały mi w pamięci tylko niektóre fragmenty. Usłyszałem głos milicjanta nawołującego tłum do rozejścia się, ale natychmiast polały się strumienie wody z armatek, w górę poleciały petardy i puszki z gazem łzawiącym. Tłum ogarnęła panika, wszyscy rzucili się do ucieczki, nastąpił straszliwy tumult, krzyki kobiet, sypały się przekleństwa pod adresem ZOMO. Nad Rynkiem Głównym unosiła się niebieskawa chmura gzowa. Wszyscy mieli łzy w oczach, ja także. Zdążyłem jednak zobaczyć ZOMO w akcji. Uzbrojeni w hełmy z przeźroczystymi przyłbicami, z tarczami w rękach, okładali uciekających pałkami. Przyznam, że poczułem wtedy ogromny lęk. Ogarnęła mnie panika, któryś z kolegów krzyknął wiejmy i biegiem puściliśmy się w kierunku Pasażu, a następnie na “mały rynek”, gdzie stało wiele osób. Tam zobaczyłem zakrwawioną kobietę ze straszliwie rozciętym łukiem brwiowym, młodego mężczyznę zalanego krwią, którego niosło czterech ludzi do stojącej karetki pogotowia. Widziałem jeszcze sunące z dużą szybkością po rynku łaziki milicyjne. W tej samej chwili posypały się w naszym kierunku gazy łzawiące i polała się woda z armatek. To posunięcie wywołało u mnie wściekłość, nawet coś krzyknąłem. Jednakże trzeba uciekać. Dobiegliśmy do ulicy Bohaterów Stalingradu, gdzie stała grupa ludzi. Tam znów zatrzymaliśmy się. Z “małego Rynku” wyjechał brązowy fiat i kilka metrów od nas zatrzymał się gwałtownie. Wyskoczyło 5 ZOMO-wców. ze stojących grup rozległy się gwizdy i przezwiska. jeden z funkcjonariuszy z wściekłością na twarzy rzucił się w kierunku gwiżdżących, ale drugi zatrzymał go. Znowu posypały się gazy łzawiące. Jedna z puszek upadła blisko mnie. Byłem kompletnie zaskoczony, nie potrafiłem się ruszyć. Zakrztusiłem się gęstym dymem, a oczy paliły mnie piekielnie. W czasie tego zajścia ko-

KRONIKA
DZIEŃ 164. 25 V 1982, s.1167

[1167] ledzy rozbiegli się, a ja słaniając się i przystając co chwila posuwała się w kierunku przystanku tramwajowego. jakaś kobieta podeszła do mnie i chciała mi pomóc. Podziękowałem jej jednak i poszedłem dalej. W tramwaju ludzie rozprawiali o zajściach na rynku, wypytywali o szczegóły uczestników i byli życzliwi wobec nich. Do internatu wróciłem po godz. 21.00. #

# / W dniu 13.05 maja br. wybrałem się do kościoła Mariackiego na Mszę św., odprawioną w pierwszą rocznicę zamachu na życie Ojca Świętego. W drodze do kościoła przechodziłem przez Mały Rynek – zauważyłem stojące rzędem samochody milicyjne: okratowane osinobusy, samochody pancerne oraz samochody wyposażone w wodne armatki. – Samochody MO stały również na ulicy Floriańskiej. Nabożeństwo przebiegło spokojnie. Na zakończenie została odśpiewana “Rota” i “Boże coś Polskę”. Po zakończeniu Mszy udałem się na Rynek Główny w kierunku Sukiennic. W rynku znajdowało się kilka tysięcy osób. Nagle ponad głowami tłumu pojawiła się flaga – transparent z napisem “Solidarność”. Tłum zaczął skandować: “Zwolnić Lecha”, “WRON-a skona”, “Reżim zdechł” i inne, tym podobne hasła. Co chwilę rozległy się oklaski. / W pewnej chwili od strony Małego Rynku i ulicy Grodzkiej ukazały się, wjeżdżające do Rynku Głównego samochody z wodnymi armatkami i milicjanci uzbrojeni w pałki i tarcze. Ludzie na ich widok zaczęli tłumnie uciekać w stronę ulic Szewskiej i Wiślnej, /na ulicach: Sławkowskiej i Św. Jana stały kordony pijanych ZOMO-wców/. Podbiegłem w ulicę Szewską. Rozległy się okrzyki Gestapo. Nagle od strony ulicy Podwale wyjechał samochód z armatką wodną. Na tłum ludzi spadła ulewa wody. Z bram wyskoczyli milicjanci i na oślep zaczęli bić ludzi. Otrzymałem dwa uderzenia w nogę. Uskoczyłem do najbliższej bramy i wraz z grupą obcych mi ludzi wpadłem w podwórze, gdzie znajdowało się już kilkanaście osób. Schodami od podwórza pobiegliśmy na strych. Zabarykadowaliśmy się. W moment później wpadło za nami kilku ZOMO-wców, którzy zaczęli dobijać się do drzwi wejściowych na dole, wkrótce jednak zrezygnowali i odeszli. Z ulicy dobiegły nas odgłosy wybuchu granatów z gazami łzawiącymi. Ponieważ na strychu było bardzo duszno, po pewnym czasie przeszliśmy do prywatnego mieszkania, znajdują-

KRONIKA
DZIEŃ 164. 25 V 1982, s.1168

[1168] cego się naprzeciw strychu. Znajdowało się już w nim kilkadziesiąt osób. Wszyscy usiedliśmy na podłodze i zgasiliśmy światło. W pewnej chwili ktoś zaczął wzywać lekarza. okazało się, że przyszedł mężczyzna z rozbitą głową. / Około godziny 21.00 milicja przez megafony informowała, że  można pojedynczo rozchodzić się. Ostrożnie wyszedłem na ulicę, była cała w obłokach dławiącego gazu. Dusząc się i płacząc, pobiegłem do tramwaju na Podwale. W tramwaju rozmowy jakichś osób, dowiedziałem się o wyrzuceniu ludzi z kawiarni i o tym, że wrzucono gazy do kościoła Mariackiego, aby zmusić do wyjścia ukrywających się w nim ludzi. #

# //Ulotka A4, 1-stronna, odbitka na fototermokopiarce z maszynopisu:// OSTRZEŻENIE PRACOWNIKÓW SŁUŻBY ZDROWIA PRZED SKUTKAMI PRZEWLEKAJĄCEGO / SIĘ  S T A N U    W O J E N N E G O. / Nikt inny niż pracownicy służby zdrowia nie jest powołany i kompetentny do wyrażenia protestu przeciwko restrykcjom stanu wojennego w stosunku do społeczeństwa. To my, na co dzień stykamy się z wieloma ludźmi cierpiącymi, dotkniętymi w różny bezpośredni lub pośredni sposób skutkami wojny. Ludzie ci niejednokrotnie boją się mówić o tych sprawach, przytłoczeni haniebną i nachalnie prowadzoną propagandą rzekomych sukcesów społecznych stanu wojennego i przerażeni metodami terroru. Przemawiamy więc w ich imieniu, bowiem milczy Minister Zdrowia, milczy Polski Czerwony Krzyż /np. odpowiedzialny za stan zdrowia uwięzionych/ milczą władze terenowe służby zdrowia. Nic nie wiedzą, nic nie słyszą. / List otwarty, którego treść podajemy poniżej został przekazany gen. W. Jaruzelskiemu i innym adresatom. Podpisali go pracownicy jednej zmiany w kilku większych ośrodkach służby zdrowia województwa krakowskiego. Wśród podpisów widnieją nazwiska osób powszechnie szanowanych, kierowników jednostek służby zdrowia, profesorów i docentów /38/, pracowników naukowych /125/, lekarzy /220/, pielęgniarki dypl. /300/, techników medycznych /178/, pracowników fizycznych i obsługi /294/, administracji medycznej /89/. Razem 1224 osoby. Rozkład stanowisk odpowiadających w przybliżeniu strukturze zatrudnienia w służbie zdrowia wskazuje na jeden fakt dużej wagi: Powszechność sądu o tym, iż jedynym lekarstwem w tej społecznej chorobie jest jak najszybsze zniesienie stanu wojennego i x wprowa-

UWAGA! Brak ciągłości tekstu KRONIKI.

Brakuje dokończenia tekstu 164. Dnia Okupacji

oraz kolejnego Dnia Okupacji 165

Mimo braku ciągłości tekstu zachowano ciągłość numeracji oryginalnych kart KRONIKI.

Share:

Author: KSW

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *